wtorek, 26 października 2010

Tirówki na tiry

Jadę, jadę, jadę sobie samochodem. Mijam pola, łąki, lasy i miasta i w pewnym miejscu, gdzieś przy jednej z głównych polskich dróg, stoją sobie tirówki.

Raczej słabe, grube i brzydkie, ale nie o tym. Obserwuję tak sobie te zapracowane pobocza, gdy nagle zauważam śmieszną scenę. Po drugiej stronie drogi, na przeciwko jednej z pań zatrzymuję się VW Transporter z którego wypełza 8 uśmiechniętaych kolesi, wyglądających jak drwale po ciężkim dniu pracy.
Faceci przeciskają się w kierunku dziewczyny, z wielkim trudem bo to przecież droga krajowa, i zagajają rozmowę.

Niestety nie wiem jak skończyła się ta nietypowa randka, czy był to gang-bang czy może odrzucone zaloty i panowie dostali kosza. Wiem, że babka była posrana.

Praca może być bardzo niebezpieczna...

środa, 13 października 2010

Aloholizm

Nie wiem czy to już starość, czy może po prostu jesień, ale ostatnio obserwując moich bardziej i mniej znajomych, zacząłem zastanawiać się w którym miejscu zaczyna się relaks a w którym alkoholizm.

Czy picie codziennie wieczorem 2 piw to problem? Czy częste picie ilości, która nie sprawia, że zarywa się kolejny dzień, to sytuacja niebezpieczna? Czy picie niewiele, ale codziennie to normalność czy może już alkoholizm?

W którym miejscu zaczyna się prawdziwy alkoholizm?

Sam lubię wódkę, nie przeczę. Oczywiście czystą, a nie jakieś tam kolorowe drynki z palemką, bo tylko elegancki szocik (najlepiej zapijany wodą) jest prawdziwie męski, (a jako, że nie mam jeszcze bogatego zarostu na twarzy braki nadrabiam jak mogę;). Jak mówi stare celtyckie przysłowie: "Dobra wódka jest dobra, bo jest dobra". Szybki szot, albo może lepiej dwa, postawą na nogi nawet niedźwiedzia. Po wychyleniu kieliszka tylko sekundy dzielą konsumenta od przejścia w inny, lepszy stan świadomości. Taki bardziej osobisty, a zarazem społecznie użyteczny.

To wszystko prawda, ale czy kiedy człowiek nie potrafi rozluźnić się na imprezie bez wódki, to sytuacja jest już problematyczna?


A gin?
Dżin z butelki to mój ulubiony alkohol. Mocny jak wóda, smaczny jak sok, ale sączy się go jak piwo.
Chłodny gin z tonikiem, cytrynką i lodem to ponadczasowy hit wszystkich imprez na całym świecie, bo już starożytni trojanie podkreślali boską moc ginu. Delikatna klubowa lanserka z rozpiętą koszulą i przezroczystą szklanką w której strzelają świeże kostki lodu, uczyni ze zwykłego chłopaka pogromce Georga Clooneya. Wypijany spokojnie drink z ginu niepostrzeżenie sprawia, że człowiek bezproblemowo przechodzi w stan radosnego spokoju i pewności siebie.

Ale czy wypijanie dwóch butelek ginu w tygodniu powinno zastanawiać?


"Piwo to moje paliwo" mówią najzagorzalsi kibice Ligi Mistrzów. "Bez piwa nie byłbym taki sam" powtarzają inni. Leszek, tyszczak czy hajni? Żywczyk, wareczka czy pyszne piwa z małych browarów? A może po prostu despero albo smakowy redsik, każdy znajdzie coś dla siebie.
Jedno, drugie, trzecie, chwila telewizji i do łóżka. Po piwie lepiej się zasypia i ma się ładniejsze, bardziej wyraziste sny. Rano głowa nie boli i chce się pracować, a jedynym minusem jest "mniej" umięśniony brzuch.

To prawda, ale czy tak powinien wyglądać każdy wieczór w domu?


CDN

wtorek, 28 września 2010

Cały czas jest śmiesznie

Seria śmiesznych zdarzeń trwa dalej!

Dzisiaj.
Wchodzę do sklepu i pytam sklepową czy jest właścicielka. Właściwie nie czekając na jej odpowiedź wchodzę na zaplecze do biura.
Moim oczom ukazuje się widok dosyć nietypowy: do połowy ubrana właścicielka sklepu i przestraszony mąż jednej z jej pracownic...
Wyszedłem z pokoju.

Po chwili wyszła już ogarnięta właścicielka i bez problemu przeszła do spraw zawodowych.
Fajnie, bo zawsze ceniłem sobie pełny profesjonalizm. ;)

Kilkanaście minut potem jadę około 60km/h przez miasto. Jadę wolno bo w Trójmieście od dwóch dni bez przerwy pada deszcz, jest ślisko i parują szyby więc trzeba uważać.
Przede mną z podobna prędkością jedzie Uno.

W pewnym momencie widzę, że przed tamto auto naglę na drogę weszła babcia i dziarsko przełazi na drugą stronę.
Uno hamuję.

Znosi je w lewo, znosi w prawo, znowu w lewo, w prawo i w latarnię. Nikomu oczywiście nic się nie stało, ale cały przód skasowany.
Babcia przeszła obok i nawet nie spojrzała w stronę felernej latarni...

Na prawdę.



poniedziałek, 27 września 2010

Wielka serbia

Śmieszna sprawa.
Chociaż w zasadzie to ona wcale nie jest aż tak zabawna.

Przyjeżdżam dzisiaj do klienta z którym byłem umówiony na odbiór zaległej kasy.
Klientem jest zwyczajny sklep spożywczy na uboczu, to znaczy nie w centrum miasta. Z właścicielem umawiałem się już kilkanaście razy, ale zawsze mnie zbywał, bo po prostu nie ma kasy.

Szefostwo tej budy to małżeństwo w średnim wieku, ona jest Polką, a on Albańczykiem. Z ciekawostek dodam jeszcze, że mają mercedesa S, ale prawdopodobnie nie stać ich na niego, bo płacą swoim pracownicom po 50-100zł.

No więc jestem w tym sklepie, szef prosi mnie do biura, siadamy a on mówi: Jesteś dupa Polak.
- Słucham?
-Jesteś dupa Polak.
-Słucham?!!
-Jesteś dupa Polak.
-Ja nie mówię do pana że jest pan dupa Albańczyk - odpowiadam. Ten cieć zamyka drzwi, robi groźną minę i sprzedaje mi strzała...

Nieźle, myślę i nie ripostując wychodzę z biura. Koleś coś tam pierdoli i idzie za mną.
Wychodząc "niechcący" przewracam regał z towarem.
W tym momencie rzuca się na mnie babka i zaczyna okładać.

Kiedy przestaje mówi, że wezwie policję.
Na to ja odpowiadam, że to JA wezwę policję.
W sklepie nie było klientów, ale wszystko oglądała młodziutka "sklepowa", która prawdopodobnie rozumiała wszystko jeszcze mniej niż ja.

Wyszedłem na zewnątrz i zadzwoniłem na 997.

Teraz mały wtręt - tak zwana: budowa szkatułkowa opowieści.
Przyjmujący zgłoszenie niebieski młotek wykłócał się ze mną o słowo: służba. Podczas rozmowy powiedziałem mu, że wszystko zdarzyło się kiedy byłem w pracy na służbie. On na to, że to on jest na służbie, ja na to że ja tez jestem w pracy na służbie, on że nie!
I to wszystko podczas składania zgłoszenia o pobiciu. Ciekawe czy jeżeli dzwoniła by kobieta w sprawie gwałtu, też debil by miał taki poblem.

Policjanci, którzy przyjechali byli w porządku, ale powiedzieli, że raczej mam małe szanse na powodzenie mojej wersji bo jestem sam i nie mam śladów pobicia, a tamtych jet trójka.

Więc nic.
...ale coś wymyślę...

I jak tu nie stać się ksenofobem czy rasistą...

Niech żyje wielka Serbia!

niedziela, 26 września 2010

Mecz i rasiści

Od wczoraj, od kiedy jestem już sławny nic się dla mnie już nie liczy. Spełniłem się w pełni i powoli mogę już przygotowywać się do odejścia...

Co stało się wczoraj?
Przez 2,3 sekundy widać mnie na filmiku z wczorajszego meczu polskiej ekstraklasy, który ITI zamieściło w necie. Tak, stało się w końcu jestem sławny ;)

A na poważnie.
Wiecie co jest żałosne?

Gola strzelił czarny, a co poniektórzy debile, którzy mówią o sobie, że są chuliganką, starymi, prawdziwymi kibicami, kibolami czy czym tam jeszcze, po golu stali z założonymi rękami i ogóle się nie cieszyli, bo osobiście nie uznaje bramek strzelonych przez nie-białych.
To w ogóle nie jest śmieszne.
Pierdoleni rasiści, a co za tym idzie, jak wynika z mojego osobistego śledztwa, codziennie jedzą ludzką kupę, która im smakuje.